niedziela, 1 marca 2015

Drugi tydzień z Rollo (dni 10-17)

Bardzo się obawialiśmy czy to, że Rollo jest małym adoptusem nie spowoduje u niego jakiś urazów i czy będzie długo się do nas przekonywał... Okazało się, że to jest wyjątkowe psisko i wcale nie dlatego, bo jest nasz (wiem, wiem każdy właściciel czworonoga tak mówi :P), ale na pierwsze machnięcie ogona naprawdę niedługo trzeba było czekać. Teraz macha nim jak francuska pokojówka miotełką do kurzu... ze skutkiem odwrotnym, bo kurzu przybywa :D Przekonaliśmy się mając do porównania krótko i długowłosego onka, że ten drugi zostawiają mniej sierści dookoła! Tak jest!
Jesteśmy zgranym trio. Rollo nawet teraz - kiedy piszę tego posta leży obok mnie. Przed chwilką próbował zafundować mi pedicure i obgryza mi paznokcie. Robi krecią robotę profesjonalistce :D... Psiak od rana do wieczora nie ustępuje w próbach dostania się na nasze łóżko... w końcu dlaczego nie? :) Ciągle się wokół nas kręci i podszczypuje. Nie mam pojęcia co powoduje te wszystkie moje siniaki?! Może to Bob mnie okłada w nocy za wszystkie moje ujebki i potem zwala na naszego cielaczka? :) No OK, pogryzione i podrapane ręce Zboka, mogą być efektem mojego lunatykowania, ale ja też to konsekwentnie zwalam na Rollo :)  Wieczorami wskakujemy do łóżka, a morświn kładzie się na swojej krowie i ogląda z nami seriale :D
Każdy hałas zza ściany i na klatce schodowej powoduje natychmiastowe szczekanie... reaguje na wszystko... i do tego się chwali i macha ogonem "mamo, mamo... bronię domu, nie!" :)
Kradzieże skarpetek i innych kolorowych rzeczy osiągnęły apogeum. Chciał nawet ukraść nowo poznanej sąsiadce skrobaczkę do szyb (Pozdrowionka Sylwka)... chap do pyska i w nogi :)
W tym tygodniu był u nas Glucik. Psiak zaakceptował go, ale ciągle obserwował co dzieciak robi. Przy jednej z pierwszych prób wejścia przez Glutka do sypialni, Rollo warknął na niego. Jasno oznaczył teren - sypialnia jest dla Olci, Boba i Rollo! Po dwóch dniach już zluzował i Filip mógł swobodnie poruszać się po mieszkaniu.
Jestem kolekcjonerką pierwszych razy/ów(?) jak powszechnie wiadomo... w tym tygodniu np. Robcio odważył się na spuszczenie Rollmopsa ze smyczy. Cały spacer w lesie odbył się bez niej. Psiak jest grzeczny, nie odbiega za daleko i reaguje jak go przywołujemy. Trochę najadłam się strachu jak wszedł na lód... Zbok mówi, że za bardzo panikuję... Rudzielec jest teraz wielkim pluszakiem! Tak! Został wykapany! Nie za bardzo wiedzieliśmy jak go wsadzić do wanny, ale udało się. Najpierw wyłożyliśmy ją starym ręcznikiem (zupełnie niepotrzebnie, bo Rudzielec cały zaraz ściągnął). Trochę się baliśmy, że ugryzie albo zeżre węża, albo jakieś kosmetyki. Nic z tych rzeczy. Ja już siedziałam w majteczkach i koszulce w środku, a Bob przerzucił cielaczka do środka... nasz cudak po oblaniu wodą stał baaaaardzo grzecznie - taki trochę zdziwiony. Woda na nim musiała być bardzo ciężka, bo chciał siadać, albo się kłaść. Taki zmoczony pokazał jaki jest przeraźliwie chudy i drobny. Nie widać tego przy suchej, długiej sierści... Dwukrotne mycie spłukało z niego hektolitry gnojówki. Po wizycie w SPA i wytarciu, a raczej próbach wytarcia ręcznikiem i jego samodzielnych próbach osuszenia - po paru godzinach wyszła nam pluszowa, puszysta przytulanka! Nie wspomnę o tym, że całe mieszkanie, a raczej podłoga była zalana, bo to nieistotny szczegół. Następnym razem też go sami wykąpiemy, bo nie takie diablę straszne jak je malują :D

niedziela, 22 lutego 2015

Pierwszy tydzień z Rollo (dni 3-9)

Nadszedł poniedziałek i wyjścia po Robaka do pracy... krótko mówiąc i dłużej pisząc jest superancko! Metoda wyczytana w książce o tresurze zwierząt naprawdę działa! Mega postępy w chodzeniu na smyczy, opanowaniu ciągnięcia (mrrr... ). Ponad siedmiokilometrowy spacer był przyjemnością i niepotrzebnie się bałam niespodzianek. We wtorek i kolejne dni już było tylko lepiej. Pomimo obaw pani Oli ze schroniska, Rollo naprawdę elegancko zachowuje się na linewce. Odważę się nawet powiedzieć, że zaczyna równać! Ale żeby nie było, że tylko same ochy i achy to wszystko jest zajedwabiście do momentu wejścia do parku przy którym pracuje Zbok. Wtedy ja wyglądam jakbym była inspektorem gadżetem, który ma nad wyraz długie ramię, a Rollo astmę. Gdybym jakimś zbiegiem okoliczności, musiała nieść na plecach latawiec, to wiem, że ten park muszę omijać szerokim łukiem, bo będzie to mój pierwszy krok w paralotniarstwie.

niedziela, 15 lutego 2015

Walentynkowy weekend 2015 (dni 1-2)

Sobota
Pobudka około ósmej i pierwsza poranna toaleta. Rude bydlątko tym razem bez awanturowania się zeszło po schodach. Załatwił wszystko co trzeba, a po powrocie rozglądał się po domu. Po południu pojechaliśmy na nasz pierwszy walentynkowy spacer dookoła ulubionego jeziorka MufolaRudzielcowi też tam się bardzo podoba, mało ludzi, las i pełno psich ciekawostek i zapachów. Rollo biega jak wariat - często rozwija smycz i plącze ją wokół nas i drzew.
Okazało się, że nasza psina nie jest taka niewinna jak się na początku wydawało. Różowa świnka, taka, w której Muffol dał radę zepsuć tylko "chrumkaczkę", która wydawała się niezniszczalna... okazała się zniszczalna :) Rollo po błyskawicznym uciszeniu "chrumkaczki" w swoim egzemplarzu, zmasakrował jej ryjek i odgryzł nogę... bohatersko wyrwałam mu urwaną nogę z pyska :)

piątek, 13 lutego 2015

piątek 13 lutego 2015 (dzień 0)

Nadszedł smutny dzień odwiezienia Pinki do Zoo* :P , który w drodze powrotnej zamienił się w radosną wyprawę po naszego nowego morświna! Po drodze złapaliśmy na hak naszej Tojki młodego i bardzo przestraszonego, ale przemiłego chłopca z Ukrainy, który oślepiony słońcem wjechał nam "w żopu". (Pozdrowionka Jaroslav!)  Nam nic się nie stało, ale fordzik, którym jechał Jaro stracił chłodnicę, światło i zderzak. No i okazało się, że ten piątek trzynastego nie dla wszystkich był taki szczęśliwy jak dla nas. Żeby nie rozmnażać głupich przesądów zapakowaliśmy chłopaczynę do fury i odstawiliśmy do domu nadrabiając kilka kilometrów. Opóźnienie szybko zrelacjonowałam czekającej na nas w schronisku Pani Oli.
Adopcyjne formalności (oficjalnie to Zbok jest właścicielem), krótki zapoznawczy spacer i uściski dawnej opiekunki! Wyruszyliśmy do domu!

piątek, 30 stycznia 2015

Rollo!

W moim przypadku planowanie jest bardzo ważne i jest jednym z moich natręctw. Jak zwykle też wszystkie plany wzięły w łeb :) ...w rudy łeb :) ... Po odejściu Muffola za Tęczowy Most zaplanowaliśmy nowego psiego domownika na marzec. Miała to być słodka kulka z hodowli. W międzyczasie przewinął się Borys, którego wujcio z Psiego Rancho przystosowywał do życia z ludźmi. Okazało się, że nie jest on dla nas. Ponownie stanęło na małym gównozjadzie "już" w marcu. Oczywiście ten plan też nie wypalił! ...Jupiiiii! Bo...

wtorek, 23 grudnia 2014

Przecież morświny...

Gdybym miała zgubić dzień, gdyby tak wypadło. 
Nagle ptak by w locie zgasł, serce by umarło...

Wydawało nam się, że mamy tyle czasu... Miałam napisać coś śmiesznego, opisywać nasze wspólne fajne życie w trójkę (+ Glutek)... Ale naszego trio (+ Glutek) już nie ma... Nie jestem jeszcze w stanie nic mądrze posklejać, dlatego przytoczę nasze notatki o Mufolu zapisane przez Bobiczka...

wtorek, 16 grudnia 2014

o telefonie mnie siakoś naszło

Dzień dzisiejszy nie jest światowym dniem telekomunikacji (ale to już za pół roku! Nie mogę się doczekać )... jest za to np. Dniem Narodowym w Bahrajnie czy Dniem Zwycięstwa w Bangladeszu ... no i oczywiście Międzynarodowym Dniem urodzin mojego Zboka :) ... ale dzisiaj będzie o łączności, bo o pozostałych z tych czcigodnych świąt nie wiem co napisać... jeszcze (bo np. do imprezy Boba jeszcze parę chwil ).
Za czasów mojej młodości (znaczy tej jednocyfrowej, no max dwu ... ale z 1 na początku )  moi rodzice byli parą uznawaną za bardzo rozrywkową. W czasie organizowanych przez nich imprez, czasami zakrapianych, a czasami jeszcze bardziej zakrapianych, ja miałam do wykonania zadanie narzucone przez starych. Goście zawsze przyprowadzili mi jakieś małe, niepijące towarzystwo do ogarnięcia, a że zazwyczaj byłam najstarsza, to rządziłam niepodzielnie wśród małych gości.