piątek, 13 grudnia 2013

Miało byc o kiju, ale nie będzie...

Od jakiegoś czasu... Hmmmmm tak się teraz zastanawiam to od zawsze (!) się odchudzam bądź postanawiam się odchudzac (o moich postanowieniach będzie w późniejszych postach:)), ale od kilku tygodni wzięłam się za siebie na serio, tak serio serio serio :))))) Przyszedł pewien radosny poniedziałek (jakoś w poniedziałki zawsze się lepiej wszystko zaczyna:)) i powiedziałam basta! No więc odpaliłam komputra, tyle się naczytałam o nawykach żywieniowych, suplementach diety, że stałam się dla siebie zajebistym, profesjonalnym dietetykiem... Trochę opornie szło mi czytanie o gimnastyce, ale jeśli dietetyk, to nie specjalista od fitnessu! ...zostawię coś dla innych.

Nie można byc specem od wszystkiego :P ale żeby swoją niewątpliwą wiedzę na temat odchudzania jeszcze bardziej pogłębic ( teraz mogłabym się doktoryzowac - ale chyba w Wyższej Szkole Malowania Paznokci:) )  udałam się na wirtualne zakupy do księgarni w celu nabycia odpowiedniej fachowej literatury, tj. licznik kalorii, różne wypociny ludzi, którym się udało, diety białkowe, węglowodanowe, zgodnie z grupa krwi czy wskazówek zegara i tak dalej i tak dalej i tak dalej... No i zaczęłam się edukowac... Wprowadziłam zmiany żywieniowe, piję jak szalona wodę z octem jabłkowym na UJĘDRNIENIE, policzyłam nawet ile kalorii ma jedna guma owocowa bez cukru orbit, ile miętowa whitening... Ćwiczę na orbitreku godzinę dziennie (wybrałam najmniejsze zło) No i co? No i jakoś idzie, qrwa tylko tak jakoś opornie... z moim Zbokiem sprawdziliśmy również ile kalorii spalam podczas masowania (a że masuję się nie jeden raz to bilans powinien byc zajebisty :D)... codzienne ważenie trochę mnie deprymuje, ale się nie poddaję... Bobby trochę mnie wkurzył, bo kazał mi się zmierzyc, ale na szczęście centymetr spaliłam, więc chyba nie będzie mi kazał linijką?! Jakoś tak kwadratowo by wyszło:)))))))))) Ale jeśli chodzi o te kalorie, naprawdę mam wszystko wyliczone na tip-top, jem nawet tylko pięc orzechów laskowych dziennie żeby moje szare  komórki, które jeszcze ocalały całkowicie nie zanikły, bo wtedy będzie lekka dupa, będę się tylko ślinić, noooooo może bym się jeszcze wypięła :D Więc tak jak pisałam podeszłam do sprawy prawie profesjonalnie, ale efekty dosyc ubogie... i co? ...I eureka!... że wcześniej na to nie wpadłam, nie mówię tu o kaloryczności powietrza na śląsku, toż to każdy wie, ale ja od małego dziecka, a może nawet urodziłam się z kciukiem w buzi (a nie pupie - nieee no jeden tu, a drugi tu!) - OBGRYZAM SKÓRKI!!!... I tu jest paradoks, bo ubywa mnie ale jednocześnie mnie przybywa! :))))) A ile dodatkowych kalorii dostarcza mi ten mój prywatny autokanibalizm??? TO TU tkwi przyczyna! ...a że obgryzanie ma podłoże psychiczne, to przecież nie moja wina! :)))))))))))))))) Z, tą, a jakże, głęboką myślą idę się oddac w objęcia ...bynajmniej nie morfeusza:))))))))))))))))))))

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz