piątek, 27 grudnia 2013

Post poświąteczny...

Podsumowanie:
Czas trwania: 3 dni
Ilość pochłoniętych kalorii: 3 miliony
Ilość wydalonych kalorii: może z 300 (muszę obadać, czy mi orbitrek nie zardzewiał)
Ilość trzymanych w szafie przez Zboka dziewczynek: 2 (do tylu się przyznał) ;)
Ilość zepsutego sprzętu elektronicznego: 1 (ten komp, który nie umie "ć" nie wytrzymał napięcia, albo za bardzo rozgrzała go świąteczna atmosfera, albo za bardzo się spocił zmęczony intensywnością przekazanych obrazów, albo nie podziela mojego uwielbienia do kawy z cynamonem :)
Ilość masowań: nie wydurniajmy się... kto by zliczył(?!).. przecież mrowi mnie non stop :D


Dlaczego piszę? Z pewnością nie z potrzeby podsumowania, ale dlatego, że zwyczajowo mój Zbok śpi (to dopiero nasza 7 tygocznica, a ten ciągle śpi!)... a mi się zwyczajowo chce!!! Na szczęście jego sprzęt jeszcze wytrzymuje obciążenia, więc nie będę marudzić.
Najgorsze jest to, że mam wyjątkowy talent do psucia wszystkich rzeczy elektronicznych, elektrycznych, mechanicznych i tak dalej... Dobrze, że pałka Zboka nie jest na baterie, bo pewnie zrobiłabym zwarcie w obwodzie!!! Ale nie, nie chce mi się o tym gadać! Napiszę o świętach... bo jak co roku, żałuję, że spędziłam je przy stole, a powinnam na powyższym obrazku.

Moje wymarzone święta:
Wykupiona wycieczka last minute do ciepłych krajów, błyskawiczne pakowanie (zapomniałam bielizny, ale po co mi ona? :) ), lotnisko, odprawa ...no i w końcu w samolocie... seks w toalecie i upomnienie przez stewardesę, zaniepokojoną głośnymi jękami... logowanie w hotelu, szybkie rozpakowywanie... i oczywiście zwiedzanie okolicy... Nie interesują nas muzea, zabytki - przyjemności dla duszy zostawmy innym... Na piaszczystej plaży zlizywanie potu z ciał, szybkie zwierzęce pieprzenie w ciepłej morskiej wodzie... w hotelowym basenie, oglądani przez zniesmaczonych ale i zazdrosnych współwycieczkowiczów... w hotelowym pokoju, na korytarzu, w pokoju sąsiadów... dyskretne palcowanie w hotelowej restauracji. Pasienie zboka tutejszymi przysmakami moczonymi w mojej słodkiej pisi... Mówiąc krótko: pieprzenie, pieprzenie i jeszcze raz pieprzenie, zamiast jedzenia, jedzenia, i jeszcze raz jedzenia ...Tak, tak powinno się spędzać wszystkie święta!
Obiecuję sobie, że tak będzie w przyszłym roku... jakem Olcia Jestem! :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz