środa, 4 grudnia 2013

Przeprosiny i... Królowa Trzepaka!

Ajajaj, znowu narozrabiałam... Bobby mój ukochany bardzo, ale to bardzo Cię przepraszam... JO CI PRZAJA!!!! Nie za to, że mam korbę, nieskończoną chcicę, kosmiczne odpały, ale za to, że ciągnę grę, której i tak znam wynik... Dlaczego tak robię? Nie mam qrwa pojęcia... Jak napiszę, że jest coś ze mną nie tak to niczego nie wyjaśni, bo to każdy wie :D. Nie jestem twarda, nie jestem żadną feministka... Potrzebuję Twojej silnej ręki, przytulania... więc wszem i wobec oznajmiam, że nigdy przenigdy nie skończę się masowac (sic!), brac życia na pół serio, czerpac przyjemności z najbardziej prozaicznych rzeczy... Po prostu życ a nie istniec!!! Ale kotku już nie będę grała w idiotyczne "gry", których reguły nie do końca rozumiem i grac w nie nie potrafię, bo ja prosta dziewczyna ze wsi jestem. a w dodatku nie leżą w mojej naturze -  tylko na samym początku od razu wypowiem: "AKWAMARYNA"... A że kara musi byc, to mój zbok odszedł w objęcia morfeusza, a ja klepię w komputer zamiast się zajebiście odprężyc w jeden znany mi sposób... Nie mam na mysli czytania poezji, której swoją drogą nie cierpię...


***

Jeszcze bardziej niecierpię naszego wielkiego wieszcza Adama Mickiewicza i ogólnie całego Romantyzmu... Przez Mickiewicza zarobiłam 3 pały na jednej lekcji, a pytanie typu: "co poeta miał na myśli" rozpierdala mnie na łopatki... Ha! Odeszłam trochę od tematu... To go trochę przerobię. Tak, z "przeprosiny" na... j.w. :P Trochę ciężko mi przelewac moje skołtunione myśli na tego bloga.. Ale się staram. Naprawdę! Kiedyś Pani logopeda powiedziała, że mam problem z wymawianiem niektórych słów, zdań dlatego, że mam za dużo myśli na raz i chcę już wszystko powiedziec ale to se ne da!
...i znowu odejdę od tematu bo zbok się obudził puścił dla mnie zjebę i to przez niego właśnie zapomniałam co miałam napisac...

***

Wiec będę pisała tak jak mówię dla samego faktu gadania, pisania i tak dalej:D Tak ogólnie zawsze musiałam miec jakiegoś kolesia, który postawiłby mnie do pionu. MNIE! KRÓLOWĄ TRZEPAKA!!!! Naprawdę, każdy z nas bawił się na trzepaku ale dla mnie to był sens życia... Pamiętam taka sytuację:
...ale postaram się zacząc od początku!
Wychowałam się w średniej wielkości mieście na Górnym Śląsku w śródmieściu... całe życie towarzyskie wszystkich dzieciaków toczyło się na podwórku, nie było komputrów, Xboxów itd. ...więc jak napisałam wcześniej byłam niekwestionowana królową trzepaka na moim podwórku...  po pierwsze byłam jedyną dziewczyną, po drugie wszyscy mnie kochali :P ...no może ci do 12 roku życia :D Byłam również baaaaaaaaaardzo niepokornym dzieckiem, stąd też ulubione zdanie mojej mamy: "ty nie mogłaś wyjśc z mojego łona"... wiecie, o resztę nie dopytuję... Z kapusty mnie chyba nie wypierdziała?! :D.
Nie lubię wielu rzeczy, ale najbardziej nienawidzę zupy ogonowej (Qrwa co za nazwa?!) oraz krupniku. Mogłam miec może sześc, góra siedem lat, jak moja (chyba mogę tak mówić - obojętnie z jakiego łona wyszłam) ukochania mama oznajmiła mi radośnie, że na obiadek mamy zajebisty krupnik... Z marszu jej powiedziałam, że ja tego nie tknę... No ale moja mama nie poznała się na moich gustach kulinarnych, więc jeszcze radośniej mi oznajmiła, że i owszem, ale go zjem... wiecie, taka zwyczajna sprzeczka mamy z córcią :P Siedziałam przy stole z talerzem totalnie zimnej zupy, obok mnie moja mama, która się nie poddawała... zdeterminowana żeby nafaszerowac mnie tym paskudztwem... Dialog wyglądał mniej więcej tak:
mama: Ola zjedz zupę, bo inaczej nie odejdziesz od stołu.
Ja: nie, nie zjem i już.
mama: Ola zjedz zupę proszę kolejny raz.
Ja: nie, nie zjem, a na trzepak i tak pójdę.
mama: nie będzie mi taka smarkula mówiła co będzie, a co nie! Natychmiast zjedz zupę!!!
Ja: nie, nie zjem a na trzepak i tak pójdę.
mama: Ola, do cholery, bo stracę cierpliwośc, masz natychmiast zjeśc zupę!
Ja: <w kółko to samo>
Po kilkunastu, może kilkuset nieudanych próbach mojej rzekomej rodzicielki zmuszenia mnie do zeżarcia tego paskudztwa puściły jej nerwy. Dostała takiego szału, że wylała mi ten pieprzony krupnik na głowę i zamknęła w ubikacji, której swoją drogą nie cierpiałam, bo się bałam wiecie tych takich malutkich, srebrnych robaczków... żmijek. Ch.j wie jak one się nazywają, wyłażą skądś i też tam znikają... Siedziałam w tym ciemnym paskudnym kiblu, qrwa z krupnikiem na głowie gdy przyszedł mój stary (a że w tym okresie byłam jeszcze ukochaną córeczką tatusia) to zjebę dostała moja mama, że jest niepoważna, że jestem malutka i tak dalej... Na co ja wyszłam z mega rogalem na twarzy i patrząc w twarz mojej mamie oznajmiłam, że mówiłam przecież, że po pierwsze krupniku nie zjem, a na trzepak pójdę! Wtedy moja mamusia się poddała, a ja do końca tego pięknego dzionka rządziłam i dzieliłam na trzepaku!!! :D

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz