sobota, 28 grudnia 2013

Seksretarka

Miałam dzisiaj skakać na orbitreku, ale z bliżej niewyjaśnionych przyczyn nie skaczę.. Poskakałabym na Zboku, ale po pierwsze niedawno się masowałam (i co z tego?!), a po drugie zbok pracuje i intensywnie nad czymś myśli (oby nie przemęczył swojej główki ... ani jednej, ani drugiej :))))))) Teraz właściwie strzeliłam mu focha, więc nawet gdyby przerwę zrobił TO TERAZ JA JESTEM ZAJĘTA i tego stanu nie zmienię!!! Więc pomyślałam, że coś skrobnę...

Często zdarza mi się palnąć coś głupiego... Pamiętam taką jedną sytuację. Kiedyś pracowałam w pewnym biurze rachunkowym. Seksretarka (teraz to się chyba asystentka nazywa?) była raczej mało rozgarnięta. Żeby chociaż ładna była, a szefowa była lesbą - to to stanowisko potrafiłabym sobie jakoś wytłumaczyć... ale nie potrafię - umrę bez zgłębienia tej tajemnicy pewnie... Jakieś walory pewnie miała, lecz mi przez około trzy lata nie udało się ich znaleźć. Ale ja zła kobieta jestem - obgaduję "koleżanki" :P. Wracając do niej - przy klientach starała się pokazywać z jak najlepszej strony, popisywać swoją elokwencją, a tak - znalazłam pozytywną cechę (jupi!) - była bardzo miła i uprzejma... Nie to co księgowa - wiedźma... No i pewnego dnia siedzę u siebie w pokoju, skupiona na jakiś "niezwykle ważnych" rzeczach i dochodzą do mnie jakieś głosy z recepcji. Dopiero po chwili doszło do mnie, że nasza seksretarka głośno i donośnie mnie wzywa. Już lekko wkurwiona, że nie może ruszyć swojego dupska i do mnie podejść, ewentualnie zadzwonić, drze ryja wniebogłosy. Wstaję i idę do niej w lekko bojowym nastroju. Muszę dodać, że nasze stosunki były czysto służbowe. Jakoś takoś nie pałałyśmy do siebie sympatią (zresztą w pracy mało kto mnie lubi:) , żeby oni wszyscy wiedzieli, co ich księgowa wyczynia w czasie wolnym... a właściwie to i w pracy i po pracy:)) ) Wchodzę więc już ze skrzywioną miną do sekretariatu, a tam  (tak ją nazwijmy) Pani S (S jak seksretarka) stoi z jakimś mlasiem i się wdzięczy. Oboje odwracają się do mnie i S niezwykle podniosłym tonem mówi: Olu proszę, OBSŁUŻ PANA!!!! Na co ja niewiele myśląc odwracam się i naprawdę myślałam, że to tylko pomyślałam - jednakże na głos mówię: "W dupę, czy do buzi?!". Na szczęście owy mlaś okazał się osobą z poczuciem humoru (Pani S o mało szczęka z zawiasów nie wypadła), Pana "obsłużyłam"- oczywiście w czysto zawodowy sposób :D... a i Pani S nie udało się doprowadzić do mojego zwolnienia :P

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz