poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wsiąść do pociągu... bydlę jakiego...

Mój Bob śpi,
ale o budowniczych
też trochę będzie 
Bob śpi, więc coś naskrobię.
Wybieram się jutro na dworzec PKP żeby kupić bilet... Tak planując, w którym momencie dnia wyrwać kilka minut, przypomniałam sobie, jak to pewnego dnia wracałam pociągiem z pracy. Jechałam pośpiesznym, podróż trwała około dwie godziny, te 2 (słownie dwie) godziny były wtedy dla mnie wiecznością. Obskurny pociąg, obskurne wagony. Wybrałam, wydawało mi się taki akuratny. Siedział pod oknem jeden gościu, więc usiadłam po przeciwnej stronie. Facet niewiele starszy ode mnie, w skórze, w miarę elegancko ubrany, wydawał się nieszkodliwy, a chwilę po tym jak ruszyliśmy zaczął kimać. Ja wyciągnęłam jakieś papiery i zaczęłam przeglądać. Normalni pasażerowie, podroż jak każda inna. Po pewnym czasie mój współpasażer się przebudził, przeciągnął, ziewnął i zaczął się kręcić. Po chwili oparł głowę o zagłówek i zaczął na mnie patrzeć. Również zerknęłam na niego, ale spoko, żadnej wymiany wzroku bazyliszków i tego typu rzeczy.
Pan X zaczął się do mnie uśmiechać, zagadywać, żartować. Pomyślałam sobie, że pewnie mu się podobam ( skromność w czystej postaci:))) ), więc odwzajemniałam uśmiechy, byłam przeuroczo miła - aż do zemdlenia :P W końcu miałam branie ;), a nic tak nie łechce próżności kobiety jak myśl, że się komuś podoba, i to nie ważne czy przez dystyngowanego prawnika, czy biznesmena, czy  pracowników robót (pod/na/nad*)ziemnych, którzy gwiżdżą na każdą samicę (niby takie to obleśne, ale jeśli sobie wyobrazimy, że nawet panowie precyzyjnie operujący łopatą na ulicy, nie zwracają na nas uwagi, to jakoś tak nam gorzej). No i trwała ta wymiana uśmiechów, łypania okiem. Moje ego osiągnęło zenit, aż nagle Pan wstał ukłonił się, pożegnał i wyszedł. Nic pomyślałam, samej też fajnie i wpadłam na genialny pomysł, że mogę usiąść na jego miejscu - zgodnie z kierunkiem jazdy - chyba każdy tak woli(?) - jak pomyślałam tak też zrobiłam. Patrzyłam przez okno, a on przechodząc obok rzucił zawadiacki, szeroki uśmiech. Muszę napomknąć, że ja trochę wolno łapię niektóre rzeczy :), bo dopiero po około pięciu minutach poczułam, że (kurwa!) Jestem cała mokra! Tyłek, uda itd. - miałam na sobie cienkie legginsy, czułam się jakbym dupskiem w misce z wodą siedziała - facet się uśmiechał... i owszem, bo zasikał całe siedzenie, widział że na nim usiadłam i pewnie był bardzo szczęśliwy, że mógł zrobić mojej dupie, ujędrniający, urynowy peeling!

Poniesione straty na konto PKP (ktoś musi być winny):
- moralne (jakiś $1000 000)
- bielizna, spodnie, koszulka (i cała odzież wierzchnia) - wywaliłam do kosza - nie mogłabym więcej niczego z tych rzeczy już chyba nigdy założyć

Korzyści:
- w życiu nie miałam tak wypeelingowanego tyłka :)
- nie nabawiłam  się żadnych chorób :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz