piątek, 13 grudnia 2013

♫♪ When a man loves a woman... ♪♫

zniesie wszystko...brak makijażu rano, zapuchnięte oczy, buzię i wyziew jak z czeluści piekieł... Jej napięcia przedmiesiączkowe, rozchwiane emocje od płaczu po zgrzytanie zębami... jej durne pomysły... nieprzemyślane zakupy... przesolona zupę... niedopieczone mięso... fochy... zbucowanie (oby tylko nie za często:))))... te kilka bądź kilkanaście kilogramów nadwagi... (ale tylko do czasu:D)... durne pomysły, kiedy język nie jest podłączony do mózgu (a u mnie występują często albo zwarcia albo całkowity brak kompatybilności tych organów)... po prostu jest... i wspiera... i kocha... i dziękuję Ci mój ukochany Bobby, czekałam na ciebie całe życie... że jesteś... Mój...

P.S. w związku z moim PMS ten post dedykuję mojemu Zbokowi... dlaczego? Bo mogę:D

Miało byc o kiju, ale nie będzie...

Od jakiegoś czasu... Hmmmmm tak się teraz zastanawiam to od zawsze (!) się odchudzam bądź postanawiam się odchudzac (o moich postanowieniach będzie w późniejszych postach:)), ale od kilku tygodni wzięłam się za siebie na serio, tak serio serio serio :))))) Przyszedł pewien radosny poniedziałek (jakoś w poniedziałki zawsze się lepiej wszystko zaczyna:)) i powiedziałam basta! No więc odpaliłam komputra, tyle się naczytałam o nawykach żywieniowych, suplementach diety, że stałam się dla siebie zajebistym, profesjonalnym dietetykiem... Trochę opornie szło mi czytanie o gimnastyce, ale jeśli dietetyk, to nie specjalista od fitnessu! ...zostawię coś dla innych.