wtorek, 17 grudnia 2013

O psie, który nie jeździł koleją...

Nestor
Ech, od mojego ostatniego masowania minęło prawie dwanaście godzin! Dwanaście!!!!
Kocie, postanowiłeś zapuścic sumiastego wąsa, udac się na zakupy na targowisko i kupic ciepłe wełniane kapcie? ... może też konserwę turystyczną do kompletu?!
Ale te bambosze dasz ponosic? :P
Ale nie o tym miało byc! Wspominałam o psie... Ogólnie jestem kociarą (nie mylic z jehołkami:))) ), ale pieski kocham równie mocno... chociaż zupełnie innym rodzajem miłości niż mojego zboka...
Znowu odeszłam myślami od tematu ;)... (nie mogę się na niczym skupic - myślę, że to przez brak "czegoś" w moim orgaźmie... tfu organizmie od około dwunastu godzin! Nie to, że się napraszam - kocie, masz te kapcie? ...i wąsa? ;) )
Może, zacznę jeszcze raz... w moim domu rodzinnym od zawsze przewijały się tabuny zwierzątek. Były psy i koty. Jako wielka fanka literatury miłosnej, wszystkie moje cztery koty nazywałam kolejno: Książę Jeden, Książę Dwa, Książę Trzy, Książę Cztery... dopiero później nastąpił drobny przełom... przestałam wierzyc w bajki i księciuniów:))))