niedziela, 22 grudnia 2013

Sześcdziesiąt dziewięc...

Temat mojego posta nie jest związany bynajmniej z teorią liczb, czyli dziedziną matematyki, zajmująca się badaniem ich własności... Chociaż może... W końcu Freud powiedział, że wszystko zaczyna się i kończy na seksie... ależ ta matma jest seksowna :)) Może i nawet mój Zbok (typowy humanista, nie mylic z onanistą:)))) da się przekonac... Liczba sześcdziesiąt dziewięc kojarzy mi się już bardziej z ezoteryką i numerologią... Co za qrwa bzdury... :) chodzi o seks!!! Zawsze chodzi o seks...
Niektórzy uważają, że moją dominującą liczbą powinno byc 666 ]:) ...Ja wolę 69 - i to nie może byc przypadek; moja aktualna liczba znajomych na fejsie: 169, mam 169 cm wzrostu (tyle przynajmniej miałam na ostatnim mierzeniu w ósmej klasie - tak - skończyłam podstawówkę!!!), moja docelowa waga to również 69... a wymiary: (między 106, a 109) x 69 x 96 (nie mogę przesadzać z tą numerologią w odniesieniu do cycków żeby nie wnerwiać Zboka ;) )...  poza tym dowody w nauce: 6*9 + (6+9) = 69 i tak dalej i tak dalej...hahah... więc zgadnijcie co było, jest i będzie moją ulubiona pozycja seksualną?! :)) 69!!! NIE! SKŁAMAŁAM! BO JEST mały problem... taki tyci! - jestem tak zaborcza, że podczas 69 albo skupiam się na otrzymywaniu, albo na dawaniu - nigdy na obu sprawach jednocześnie.
Następne bojowe zadanie do umieszczenia w planie na następny rok: "Nauczyc się podzielności uwagi!", a póki co ulubioną pozycją zostanie "na pieska", a następnie 6 i 9 (równorzędne, ale nie równocześnie ;) )...

P.S. Krótkie posty służą cwiczeniu paluszków, żeby buzi i innym otworkom dac odpocząc... :) :)
P.S. 2 Zboku, jak już wymieszasz pesto, wymieszaj mnie również, bo siakoś mnie tak mrowi!