wtorek, 23 grudnia 2014

Przecież morświny...

Gdybym miała zgubić dzień, gdyby tak wypadło. 
Nagle ptak by w locie zgasł, serce by umarło...

Wydawało nam się, że mamy tyle czasu... Miałam napisać coś śmiesznego, opisywać nasze wspólne fajne życie w trójkę (+ Glutek)... Ale naszego trio (+ Glutek) już nie ma... Nie jestem jeszcze w stanie nic mądrze posklejać, dlatego przytoczę nasze notatki o Mufolu zapisane przez Bobiczka...

wtorek, 16 grudnia 2014

o telefonie mnie siakoś naszło

Dzień dzisiejszy nie jest światowym dniem telekomunikacji (ale to już za pół roku! Nie mogę się doczekać )... jest za to np. Dniem Narodowym w Bahrajnie czy Dniem Zwycięstwa w Bangladeszu ... no i oczywiście Międzynarodowym Dniem urodzin mojego Zboka :) ... ale dzisiaj będzie o łączności, bo o pozostałych z tych czcigodnych świąt nie wiem co napisać... jeszcze (bo np. do imprezy Boba jeszcze parę chwil ).
Za czasów mojej młodości (znaczy tej jednocyfrowej, no max dwu ... ale z 1 na początku )  moi rodzice byli parą uznawaną za bardzo rozrywkową. W czasie organizowanych przez nich imprez, czasami zakrapianych, a czasami jeszcze bardziej zakrapianych, ja miałam do wykonania zadanie narzucone przez starych. Goście zawsze przyprowadzili mi jakieś małe, niepijące towarzystwo do ogarnięcia, a że zazwyczaj byłam najstarsza, to rządziłam niepodzielnie wśród małych gości.

środa, 10 grudnia 2014

poważnie, bo o zwierzątkach

Miało tu nie być o polityce, miało nie być poważnie. Wyjątek! Piszę, bo mogę! To ja tu rządzę! Każdy kto mnie zna, wie doskonale jak bardzo kocham zwierzęta i jak źle znoszę ich cierpienie.
Odżyła sprawa uboju rytualnego. Nie, nie będzie to post o tym, że nie możemy pozwalać na "bestialskie i niehumanitarne mordowanie bydła", bo będzie poniekąd odwrotnie.
Dzisiaj przyglądałam się rozmowie Boba na fejsie pod artykułem dotyczącym tego tematu, a po jego powrocie do domu przeprowadziliśmy, krótką rozmowę na ten temat i miło nam było stwierdzić, że nasze stanowisko jest praktycznie takie samo i nie musieliśmy się kłócić :)

wtorek, 9 grudnia 2014

Mój pierwszy raz na przeglądzie okresowym...

Jeden z wielu moich pierwszych razy... W gabinecie ginekologicznym czuję się już trochę mniej skrępowana ale zawsze jest ten dreszczyk niepewności ;) ... Może gdybyśmy kupili taki rozkraczony fotel do zabawy w doktora to zaczęłabym chodzić do gina z chęcią? Bob mi głupią "rułę" zabronił kupić, a co dopiero taki tron! BTW. na zdjęcie mojej waginy do mojego kamerlika też pozwolenia nie dostałam!!!
No ale wracając do cipkologa. W moim rodzinnym domu seks nigdy nie był tematem tabu. Temperament mojego ojca nie pozwoliłby na wychowanie dwóch córek w błogiej niewiedzy... Jako koneser nie tylko maminej szparki bzykał najoględniej mówiąc wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka, a temat seksu był w naszej rodzinie równie popularny i powszechny, co podboje i nasienie terrorysty w okolicy bliższej i dalszej (podobno widziano je i na Litwie!, ale to TEmat Na KOLejną Opowieść).

czwartek, 27 listopada 2014

Tak jest, mamo!

Polska - Gruzja zaskoczyła! Sportowe teorie Zboka, wymagają drobnych korekt i weryfikacji i regulacji, bo zadziałały dokładnie odwrotnie niż wszyscy oczekiwali... ale dzisiaj nie o tym...
Kiedy wspominam sobie moje cudowne dzieciństwo, to byłam ogólnie grzecznym dziewczęciem... Przynajmniej w większości przypadków. Czasami moje posłuszeństwo było bardziej niż wzorowe... i o tym, że lepsze jest wrogiem dobrego będzie dzisiaj.
Pewnego dnia moja mama wybierała się na szoping. Och i tu spieszę wyjaśnić smarkaczom, że drzewiej (w '80 XX wieku) taka wyprawa była niczym prehistoryczna eskapada na zwierza. Uda się czy nie?! Trafi się okazały mamut, czy tylko jakiś gówniany dodo albo inny drób, który tylko żołądek wkurwia. Papier toaletowy? Może banany do Wedla rzucą? Może kiełbasę trafisz bez kolejki? Nie dosyć, że w portfelu krucho, to bez problemu można było wyrwać tylko ocet i ocet oraz ocet i musztardę i ocet.

piątek, 14 listopada 2014

Polska - Gruzja

Nie mamy wiele do stracenia, jesteśmy pierwsi w grupie, więc postanowiłam oglądać mecz Polska - Gruzja, aby potwierdzić teorię o moim dobroduszkostwie, o którym pisałam kilka postów temu.  Obstawiam 3:1 w dupę.

piątek, 7 listopada 2014

w którym momencie tu jest hop ?

Kupiłam Hula-Hop...
... pasuje jak ulał!
Mam nowe hObby... takie hObby hObby... Przez wakacyjne fajki zaniedbałam bieganie, trening na nogi i spacery (tu się sobie tłumaczę: - że przez pogodę! - ok, Olciu jesteś usprawiedliwiona!  -Jupi, dziękuję!) ... Wszystko wróci do normy, ale żeby całkiem nie zgnuśnieć i sflaczeć, postanowiłam zacząć coś innego. Podczas wizyty u Berbli zakochałam się w hula-hOpie... Nawet zostałam nim obdarowana (znaczy tym konkretnym egzemplarzem - prawie nieużywanym)  w ferworze pożegnań zapomniałam go zabrać :/ ... i postanowiłam nabyć drogą kupna na allegro ... chciałam "rułę", ale oczywiście Zbok się nie zgodził, nie wiem dlaczego (?!) Przecież nie zrobiłabym sobie krzywdy!

czwartek, 16 października 2014

Wieczorek kurtularny

Mój Zbok rozwalił mnie dzisiaj doszczętnie... Właśnie oglądaliśmy kurtularnie popijając naturalny sok malinowy z wodą, widowisko fabularyzowane... jedno  z wielu badziewi jakimi masakruje nasze mózgi telewizja. ... No dobra przyznaję się! To ja się na tym zatrzymałam klikając w "CH+" na pilocie. Skądś muszę przecież brać paliwo na moje zazdrośnickie ujebki :)
No dobra - do ciuchów! ...rzeczy znaczy! Był to program o zdradach o wyszukanym i zaskakującym tytule "Zdrady". Właściwie trafiliśmy na sam koniec odcinka. Napięcie! Emocje jak na rybach! ... myślę, że prawie OOOtworzyłam usta jak ryba (no OK, koniec o rypach, bo czuję jak mi cieknie)... (aha, zajadów nie mam, bo wymowę "OOO" mam jak wiecie opanowaną do perfekcji, bo trenuję regularnie, więc było baardzo szerokOOO).

środa, 15 października 2014

Moja paranormalaktiwiti

Dzisiaj jest wigilia miesięcznico-tygocznicy... nie mam pojęcia jak to nazwać... ale i tak będzie o czymś zupełnie innym przecież. Kiedyś... dosyć niedawno, a dokładnie kilka dni temu mój Zbok powiedział do mnie z wielkim uczuciem "mój skarbku"... I wszystko okey ale w żyjącej we mnie Ślązaczce odezwał się lekki bunt, bo przecież Skarbek w śląskich wierzeniach to dobry duch kopalni... właściwie to i tak lepiej niż gdyby powiedział do mnie "ty moja hekso" :P i oczywiście naszła mnie myśl, że może we mnie drzemie taki dobry duszek :) Nie chodzi mi bynajmniej o rycie w ziemi za droższym niż np. w Chinach węglem, co ryle z zagłębia mocno boli. Gdyby tak mocniej popędzić moje ajkiuły (128) i pomyśleć - to odkąd zostałam wiernym kibicem żużla (na najwyższym poziomie- ekstraliga w końcu, a nie jakaś tam popierdółka) - nasza Stal, Staleczka, Stalunia kochana odnosi sukces za sukcesem (BTW. Zdechł pies Fabulaz! :) )... po 31 latach została mistrzem Polski (drużynowym, właściwie to nie wiem jakim jeszcze mogłaby być? Jeszcze nie kleję o co w wielu sprawach w tym sporcie się rozchodzi, ważne że wiem którzy to nasi:))))... ale jebać to). Za każdym razem kiedy ubieram się w moje kibicowskie wdzianko (niestety majty zawsze jakieś nie w kolorze, a bez nich Bobiczek nie pozwala mi wychodzić) to jak dobry duch zawsze wnoszę oddech zwycięstwa w naszych żużlowskich ;) jeźdźców...

piątek, 3 października 2014

Światopoglądowe zagwozdki...

Nie wiem, czy o tym pisałam czy też nie (?), ale w notatkach moich zobaczyłam takie cuś... i dało mi to do myślenia. Lubimy sobie często skracać i uproszczać różne wyrazy i wyrażenia (siema, pochwa, nara, etc.), czy skrót od "odrębny byt" to jest "odbyt"? Bo jak się tak dłużej i intensywniej zastanowić to mój odwłok wspomniany wyżej faktycznie czasami się tak wyrywa, jakby był niezależny ode mnie... hmm..  to że ostatnio jest troszkę zaniedbywana przez Zboka już lepiej pominę...

piątek, 26 września 2014

Pamiętniki z wakacji

Ostatnio weszłam na nasz blog i własnym oczom (+1,5 na lewe i +1,75 na prawe i astygmatyzm) nie wierzyłam, że tak bardzo dawno nie pisałam... Koniec wakacji, więc koniec opierdziuchy... Pora zacząć nadrabiać zaległości, bo jak będę musiała pisać z jeszcze większym opóźnieniem to mi czasu na inne przyjemności nie starczy...
Wakacje jak wakacje, sezon urlopowy, a że my z moim Zbokiem nie odbiegamy od reszty, zawinęliśmy manele, wzięliśmy dzieciaki i pojechaliśmy nad morze...

wtorek, 22 lipca 2014

czwartek, 17 lipca 2014

Mądra Olcia po szkodzie... No nie zawsze...

Dzisiaj duży chaos, bo dawno nie pisałam, a tyle się działo... że muszę się grubo wypróżnić...
Powzięliśmy ze Zbokiem decyzję o zmianie wystroju sypialni... sypialnia była ładna, ale jakaś taka za bardzo sypialniania :))) fototapeta w róże, pościel w kwiaty... i inne różowe, czerwone motywy (uwielbiam różowy ale jakoś takoś... się przejadł). Pewnego radosnego dnia w chwili nicnierobienia zaczęłam łazić po sklepach internetowych, a mam taki swój ulubiony na "H" :) i co?! .. zobaczyłam cudną ale to przecudna POŚCIEL... wymarzona dla nas... w Myszkę Miki ("zdech pies Fabulaz"... ale Myszy to im zazdroszczę :)))) ) więc z niecierpliwości przytupując nóżkami wskoczyłam na Zboka i naszą nową furię... ahoj przygodo - wypad do sklepu (bo ten internetowy ma oddziały w każdej galerii handlowej).

wtorek, 8 kwietnia 2014

Baśnie, bajki i seriale... o k(ur/ról)*ewnach

Odkąd weszłam w radosny konkubinat z moim Zbokiem stałam się niemalże serialową melomanką :) Jestem pewna, że mój "korektor" zmieni to słowo (nie zmienił :-) - przyp. zboka) ale w chwili obecnej nie mam pojęcia jakiego innego zwrotu użyć... No więc, nadrabiam wszystkie braki w oglądaniu kultowych filmów, seriali "i tak dali". Nie oznacza to, że na moją "wieś" (jak Bobby określa moją małą ojczyznę) nie dotarła jeszcze telewizja, bo i owszem były tam wszystkie ogólnie dostępne programy. Zwyczajnie ja oglądam tv niezbyt często i byłam bardziej skupiona na poszukiwaniach tego jedynego :) Wiecie selekcja i rekrutacja wymaga czasu i dyskretnego makijażu ;)
Ale wracając do tematu, hmm... a właściwie jakiego ?? ... ee... dobrze, że już mam to wyżej napisane, bo już zapomniałam o co chodzi... 

czwartek, 27 marca 2014

Oberszlizjen...

Taaaak... Pochodzę jak już kiedyś wspominałam z Górnego Śląska... Jako prawdziwa Ślązaczka - "Patriotka" uważam, że jest naj... naj... dokończcie sobie sami :) Uwielbiam swoje rodzinne miasto (mimo, że Zbok się nabija, że nazwa pochodzi od "chlewa" - hmm... może to dlatego czasem zdarzy mi się chrumknąć kiedy się śmieję :D ?!), ale tu gdzie teraz mieszkam (a mam zamiar do końca swoich ...i zboka dni, a może dłużej (?), jeśli zabawię się w białą, czy czarną damę śmigającą w prześcieradle po "fragmencie muru obronnego" - jak to pompatycznie kreślą w przewodnikach po mojej bieżącej, adoptowanej, małej ojczyźnie ;) ... jebać to! - o życiu po życiu będzie kiedy indziej ...i o Candymanach też będzie :)) ) ...

wtorek, 25 marca 2014

Robię jedno, mówię drugie, myślę trzecie - koniecznie w tej kolejności!

Wczoraj miałam totalnie popaprany dzień... Mogłabym go mierzyć w mikrogramach, kilogramach ... czy innych uncjach ...tyle było "pierwszych razy"... Już z samego rana coś się szykowało... Poranek był całkowicie do niczego, a potem koszmarny ból głowy... Około południa mogłam służyć za przykład tego, dlaczego faceci kochają zołzy!!! Tak! Mi też się zdarza :D Miałam jakąś ujebkę i przyczepiłam się do Bobbiego, a poszło standardowo ...o kobiety! Nie moje! ...tylko te jego... Grrrrrrrrrrrrr ...i jak zaczęłam to nie mogłam skończyć... I wtedy usłyszałam, że ma mnie dość i że kocha mnie o mikrogram mniej!
Po pierwsze, nie chce żeby mnie mniej kochał i żeby miał mnie dosyć... Kurde... każdemu może się zdarzyć... Potem już poszło troszkę lepiej...

piątek, 21 marca 2014

Główny Komboj Rzeczpospolitej... raz jeszcze

Było o Panderozie... idę za ciosem i przybliżam sylwetkę Terrorysty... żeby było wiadomo po kim córcia ma takiego "pierdolca"... Szeryf jest mega odjechanym kolesiem... Libido ma takie, że niebieskie tableteczki "czerwienią" się na jego widok. O złych cechach nie piszemy... Przydomek "Terrorysta" nie wziął się z powietrza, ale że to ma być "miły" blog o tylko fajnych sprawach, to na razie pominę jego genezę... i radośnie przejdę do tego co w Szeryfie  kocham najbardziej. Mój stary zupełnie, ale to zupełnie nie przejmuje się opiniami innych. Żyje i robi wszystko co chce i jak chce... A jak się komuś nie podoba to wiadomo... może wyp... ...się wystrzelić w kosmos.

środa, 19 marca 2014

Panderoza, Nelson i komboje... znaczy łaild łaild ślunsk

Terrorysta jest "kombojem" i ma "ranczo"... Wiecie, jaki Kartrajt taka Panderoza :))) Ma w inwentarzu kilka koni, pozostałego z czterech strusia (struśkę - znaczy dziewczynę strusia, ), trzy koty, dwa psy, pszczoły, osy, muchy i inne latające, pełzające zwierzątka, bardziej lub mniej udomowione i dżdżownicę, albo dwie... no i ślimaki bez skorupy, którymi się brzydzę i ich nienawidzę (nawet nie wiecie jak!)... Jako, że jest właścicielem sporej farmy, wyjeżdżając na urlop, czy ogólnie chcąc gdzieś dalej wyruszyć tym swoim koreańskim dyliżansem, musi organizować kogoś do pilnowania inwentarza. Z reguły byłam to ja albo moja sis - Malwa.

wtorek, 18 marca 2014

Usta, ustka, usteczka, ustunia...

Zbok poszedł na spotkanie z kolegami, rzekomo w interesach... Niech tak zostanie... w sumie po kilku "sprawdzających" smsach ("tęsknię" i "kocham" i "nie chcę przeszkadzać ale akurat sąsiad zalał mieszkanie", "włożyłam widelec do kontaktu i nie wiem co się stało ale mamy sztuczne ognie w kuchni" i tak dalej, odpowiedź następowała w miarę szybko i bezbłędnie, więc pozostaję przy domniemaniu niewinności... znaczy jego niewinności :D) Ja własnie przysiadłam do kompa i rzuciła mi się w oczy reklama błyszczyków do ust, czy jakiś innych nabłyszczaczy karoserii... i przypomniałam sobie jak wraz z koleżanką wyprzedziłyśmy chirurgię kosmetyczną oraz modę na posiadanie tzw. dzióbka, który nie pamiętam kto zapoczątkował, ale zapanował wśród celebrytek, ale i gawiedzi i niczym robotnicy z solidarności w latach '80 ostatniego wieku poprzedniego tysiąclecia, wyszedł na ulice...

wtorek, 11 marca 2014

Łubu dubu...

Dawno dawno temu, za górami za lasami miałam chatkę z kochasiami :P ...Ale to innym razem... 
Tak się złożyło, że ostatnimi czasy obchodziliśmy dużo rozmaitych świąt, rocznic i innych uroczystych dni typu "Dzień Masturbatora" i temu podobnych... Za nami Dzień Mężczyzn, nie zapominajmy o Międzynarodowym Dniu Kota! ...i tak sobie przypomniałam pewną uroczystość rodzinną...

czwartek, 6 marca 2014

ABC zdrowego żywienia... czyli coś o czym nie mam zielonego pojęcia

Ostatnio Zbok po wysłuchaniu kilku moich opowieści dziwnych treści o moich krewnych stwierdził, że jestem najbardziej normalna z caaaaaej mojej rodziny... Jak miło :) wiedzieć, że są większe czuby ode mnie (nie mam na myśli fryzury, gdyż strata po wtarciu gumy zaczyna odrastać:P), ale z drugiej strony mam wytłumaczenie, że to przez geny :D I już miałam spisać jedną historię (ale opisze ją jutro) gdy naszła mnie myśl, było już o odchudzaniu i było skórkach...

poniedziałek, 3 marca 2014

Muffin... potwory i demony...

Ostatnio, a dokładnie we wtorek (a może to był poniedziałek w zeszłym tygodniu, szłam z Muffinem po Bobbiego do pracy. Po drodze przechodzę obok parku i taka naszła mnie myśl, a właściwie szatański plan... Ale zanim do tego dojdę: Od jakiegoś czasu panuje w naszym kraju moda na posiadanie małego pieska, w sumie jestem w stanie to zrozumieć. Mamy z Bobbim Nortiego, który z racji bycia owczarkiem niemieckim do najmniejszych nie należy. Sprzątanie, karmienie, weterynarz itd. To wszystko wiąże się z czasem, z kosztami - więc tak jak napisałam wczesnej, jestem w stanie zrozumieć chęć posiadania jakiegoś małego futrzaka (jak już nasz facet nam się znudzi :) ), gdzie się nie obejrzę wszędzie widzę yorki.

czwartek, 27 lutego 2014

Krótko ale łzawo

Ostatnio usłyszałam, że to co robię (w mega potrzebie) jest obrzydliwe. Dużo rzeczy robię obrzydliwych, a te należą moim zdaniem do najmniej... Bo smarkam w skarpetki. Kuźwa idę na spacer, zimno jak na Syberii, zapomniałam chusteczek... to co mam zrobić? Ściągam fuzeklę i czyszczę :) Ale może lepiej w rękaw? ...bo wciągać nie będę!!! Chcociaż to co mam w nosie to podobno tylko łzy :D

sobota, 22 lutego 2014

Olcia myśli:

"K.wa, muszę sobie kupić koszulę, bo nie mam się w co ubrać. Mam koszulkę z kotem, z wilkiem, z szopem, z Rolling Stonesami, trzy z Myszką Mickey, z króliczkiem... no i oprócz tego jakieś sportowe"

czwartek, 20 lutego 2014

Very Mohery

Ależ zaniedbałam naszego bloga. codziennie się zabierałam do pisania ale wciąż coś mi przeszkadzało... A raczej ktoś ... :D W bardziej lub mniej subtelny sposób wyjaśniłam mojemu zbokowi, że życie nie kończy się na masowaniu... buahahahahaha ale bzdura ... zaczyna się od masowania (kiedy tatuś "toczy" nocne rozmowy z tą czy ową mamusią... właściwie to przetacza w tą czy ową mamusię), i kończy się na masowaniu w kostnicy :))) Ale do rzeczy ... Koniec końców - koniec z opierdzielaniem się i trzeba czymś się przysłużyć krajowi :P, a jako, że podatki to wciąż mało - dodam coś całkowicie od siebie :D Zamysł powrotu na scenę blogową miałam zupełnie inny, chciałam włączyć wspominatozę albo napisać coś bardzo deprawującego, ale doszły mnie słuchy, że czytają nas pewne osoby, które podobno są zgorszone i zniesmaczone naszymi bazgrołami ...

poniedziałek, 17 lutego 2014

Olcia myśli:

 
♫♪ Olcia ma to ustawione jako budzik.

Poniedziałek, 5.30, budzik, po 4 drzemce:
- Olcia wyłączysz w końcu ten telefon?


- A po co? Ja bardzo lubię tą piosenkę!

dodane po przeczytaniu przez Olcię tego posta:
"OO! Mam teledysk z autografem!"

Olcia myśli:

"Przeczytałam właśnie wpis o moim IQ... muszę chyba intensywniej myśleć o tym co myślę, myśląc co mam powiedzieć"

środa, 29 stycznia 2014

Ile razy?

♫♪  "Cztery razy po dwa razy, osiem razy raz po raz   ♫♪
♫♪  O północy ze dwa razy i nad ranem jeszcze raz"   ♫♪

Tekst piosenki... Śmiało mogę powiedzieć, że autor tekstu był chyba znajomym mojego Zboka! (Czy Zbok lubi piosenki biesiadne?:) ...jest tak odjechany, że skoro uwielbia Harrego Pottera :P to i Disco z pola też posłucha:))) czego się nie robi dla miłości?! A ja zacisnę zęby hmmmmmmmmmmm, a może zacisnę usta na innej części Bobbiego i udam, że słucham razem z nim? :P (Jestem pewna, że ten tekst ocenzuruje :) )

poniedziałek, 27 stycznia 2014

O apostrofach, bankach i innych takich...

Ile wpadek każdy z nas zaliczył w jakimś urzędzie lub innej instytucji?!... zaćmienie umysłu może dotknąć każdego z nas. Pamiętam jak pewna Pani w pewnym zakładzie przy wypisywaniu pewnej faktury (ręcznie!!! przed epoką komputeryzacji - Tak szczeniaki! Popatrzcie w wiki co to, kalkulator i liczydło! :) No ale dobra - do rzeczy... ta kobitka, przeszła naprawdę samą siebie... cóż za zaskoczenie mnie ogarnęło kiedy podczas odbioru w/w dokumentu sprawdzam poprawność zapisu, a w nim: ... znaczy w nazwie firmy dla której dokonywałam zakupu był '(czyt. apostrof :) , a Pani eks(tremistka/pedientka - nie mogę się kurwa zdecydować) nabazgrała mniej więcej tak: Firma Apostrof ABC Apostrof Zenek Bębenek...

czwartek, 23 stycznia 2014

wróżki, wróżkowie i inni kosmici... część druga

Ha! Jeżeli myśleliście (bo ja tak pomyślałam, po przeczytaniu swojego poprzedniego posta), że na Pani Tarocistce się skończyło, to się grubo pomyliliście! Nie wiem o co kaman, ale tam u góry mają na mnie chyba jakiś plan... hmm... Dzisiaj otrzymałam następne ostrzeżenia i informacje dotyczące mojego losu... Z wielkim trudem idę dziś na lodowisko, bo wpatruję się w ekran mojej komórki. Co mnie jeszcze spotka?! Cóż mnie czeka?! Wróżbita Maciej przewidział moja przyszłość na 2014 r. i pragnie przekazać mi RADOSNĄ NOWINĘ! Żeby się dowiedzieć muszę znowu wysłać smsa (3,69 zł) i wysłałabym :), bo przecież to RADOSNA NOWINA... Zabierałam się do pisania ale patrzę, a tu następna wiadomość... od Anonima: "Wyjawie sekrety tej OSOBY, ktora od jakiegos czasu sie Toba interesuje. Ostrzegam - prawda może byc szokujaca!

środa, 22 stycznia 2014

wróżki, wróżkowie i inni kosmici...

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo rozchwytywaną osobą... zna mnie nawet Pani wróżka (bądź wróżek) spod numeru 73177!!! a sorki, to Tarocistka... właśnie doczytałam. I owa Pani poinformowała mnie w smsie, że jutro wydarzy się coś co mną wstrząśnie... Poczułam owe wstrząśniecie i postanowiłam do niej odpisać, za całe 3,69 zł...
Wiadomość od pani Tarocistki (dobry z niej człowiek skoro chce mnie przed czymś ostrzec za jedyne 3 zł +VAT  nie uważacie?:) ):
"Od Tarocistki. Jutro wydarzy się cos, co Toba wstrzasnie! Albo ci powiem teraz albo nigdy sobie tego nie wybacze! Tu chodzi o ciebie! odp PILNE na 73177 /3,69 zl"


wtorek, 21 stycznia 2014

Dlaczego, naprawdę nie lubię poniedziałków

Jest takie powiedzenie, że jaki poniedziałek taki cały tydzień... Mój poniedziałek obfitował tyloma sytuacjami, że sama nie wiem czy był odjechany czy troszkę ponarzekać tylko... hmmm... narzekanie nie leży jednak w mojej naturze (od bucowania jest Zbok i inni marsjanie :P ... ale zacznę od początku. Wstałam rano jak zawsze - wszystko w standardzie, czyli piekielny wyziew, ropa w oczach, suchary w nosie :) ...i cudne masowanko (nie jedno:) ), zrobiłam Bobbiemu kanapki do pracy. Ja mam pracę stacjonarną więc mogę cały dzień na golasa podatki liczyć i myszką/ę kilikać ;) (jakieś wtedy mniej nudne moje zajęcie się wydaje:))) - wzięłam się do pracy... po jakimś czasie okazało się, że moje kochanie załatwiło mi rozmowę o pracę (w chwili obecnej jestem dojeżdżającą "narzeczoną" zboka:D - tak jeszcze maksymalnie przez dwa miesiące a potem może korzystać z mojego grzesznego ciała bez ograniczeń) Wszystko byłoby super... perspektywa nowej pracy i tak dalej... Tylko, że ja przyjeżdżając do zboka nie zabieram ze sobą - nawet tak na wszelki wypadek strojów biznesowych (właściwie to garsonki nadal nie mam). Moja garderoba składa się z "cipogniotów", wszelkiej maści, kolorów i deseni...  kolorowych skarpetek i bluz, bluzek i koszulek, których w największym przypływie megaoptymizmu nie można by nazwać reprezentacyjnymi...

czwartek, 16 stycznia 2014

Panienka jak ta lala... AjjmmmmFri!i!i!i!i!

Uff... jak ja dawno nic nie pisałam... Ale w końcu trzeba wziąć się w garść:))) lub do garści, chociaż ja preferuje w usta:))) Dzisiaj miałam totalnie odjechany dzionek... Musze Wam najpierw przedstawić nowych członków mojej rodziny: Stasia, który co godzinę informuje mnie która godzina właśnie minęła (w tej chwili jest dwudziesta trzecia) i jego towarzyszkę Marzenę, która z kolei informuje mnie o nowych aktualnościach... I tak od wtorku boję się, że jak w końcu do tych aktualności zajrzę powinny się już znajdować w archiwum... w poniedziałek... zajrzę... chyba... Ale do poniedziałku mogę zostać zajechana przez mojego Zboka... Oby :D ...ale wracając do początku: Dzisiaj 16(słownie: szesnastego).01(słownie: stycznia).2014(słownie: dwa tysiące czternastego) roku o godz. 14:00(słownie: czternastej zero zero) wyrokiem sądu zostałam ogłoszona oficjalnie "panną z odzysku", więc teraz już z Bobbym nie cudzołożymy... tylko chyba uprawiamy seks przedmałżeński! JUPI! Nasze grzechy już chyba nie będą takie strasznie śmiertelne... tylko trochę przewlekłe... jakaś taka tylko mała astma, albo alergia dla panów bogów - ale da się żyć! No chyba, że anal przedmałżeński też jest śmiertelny(?)... trudno - jakoś to przeżyjemy :D

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Happy New Year... [hepiniujir...]

Jako, że oboje ze zbokiem jesteśmy ateistami, na życzenia świąteczne nie mieliście co liczyć :P No ale Sylwestra i Nowy Rok jak najbardziej świętujemy. I tak się rozpędziliśmy z tym świętowaniem (nie zliczę ile razy - nie czuję się już jak homo sapiens tylko jak coś pełzającego - nawet nie homo erectus:))) ... Bobby na słowo erectus poszedł spać:))))))) ) dlatego postanowiłam razem ze swoim ukochanym śpiącym zbokiem (jak tylko wróci do świata żywych) życzyć Wam wszystkim - czytającym i nawet tym opluwającym ten blog i sikającym na niego wodą święconą, wszystkiego dobrego w tym Nowym 2014 Roku! A wszystkim przedstawicielkom mojego gatunku :) (czyli tym z Wenus:)) ) żebyście spotkały na swojej drodze kogoś takiego jak ja spotkałam... Bobby jesteś moim snem, który w cudowny sposób się urzeczywistnił... Nie budź mnie nigdy, proszę!

P.S. Oficjalnie ogłaszam, że literka "ć" wróciła do łask wraz z moim nowym, pięknym, białym komputrem! Jeżeli znowu zobaczycie c bez kreseczki tam gdzie miałoby być "ć"- oznacza to, że zrobiłam to celowo i z premedytacją, żebyście myśleli, że piszę ze starego della. który nie potrafił "ć". Buziory!