czwartek, 20 lutego 2014

Very Mohery

Ależ zaniedbałam naszego bloga. codziennie się zabierałam do pisania ale wciąż coś mi przeszkadzało... A raczej ktoś ... :D W bardziej lub mniej subtelny sposób wyjaśniłam mojemu zbokowi, że życie nie kończy się na masowaniu... buahahahahaha ale bzdura ... zaczyna się od masowania (kiedy tatuś "toczy" nocne rozmowy z tą czy ową mamusią... właściwie to przetacza w tą czy ową mamusię), i kończy się na masowaniu w kostnicy :))) Ale do rzeczy ... Koniec końców - koniec z opierdzielaniem się i trzeba czymś się przysłużyć krajowi :P, a jako, że podatki to wciąż mało - dodam coś całkowicie od siebie :D Zamysł powrotu na scenę blogową miałam zupełnie inny, chciałam włączyć wspominatozę albo napisać coś bardzo deprawującego, ale doszły mnie słuchy, że czytają nas pewne osoby, które podobno są zgorszone i zniesmaczone naszymi bazgrołami ...
Po pierwsze primo - nie będzie prawdziwych imion, nazwisk, przezwisk oraz wyzwisk... ale obiecuje moi drodzy czytelnicy, że jeżeli myśleliście że długa przerwa wynikła z braku pomysłu, bądź rezygnacji - to obiecuję Wam, że dopiero teraz się rozkręcimy. Żebyście mieli o czym rozmawiać na różańcu... jako odskocznia od tego, kto ile daje na tacę lub kto z kim śpi i który ministrant ma dyżur w robieniu proboszczowi laski. Możecie opluwać i bluzgać ten blog, ale WIEM, że nie możecie się doczekać jakie nowe obrzydliwe chujostwo wymyślę, żebyście mogli sobie o tym poplotkować... Zatem ten post dedykuje WAM moherowe kurewny!!! Też Was kochamy :D

PS. Okres spóźnia mi się o 8 dni... może któraś z świętojebliwych dam wyczytała w Naszym Dzienniku na kiedy przepowiadane jest przyjście kolejnego antychrysta?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz