środa, 19 marca 2014

Panderoza, Nelson i komboje... znaczy łaild łaild ślunsk

Terrorysta jest "kombojem" i ma "ranczo"... Wiecie, jaki Kartrajt taka Panderoza :))) Ma w inwentarzu kilka koni, pozostałego z czterech strusia (struśkę - znaczy dziewczynę strusia, ), trzy koty, dwa psy, pszczoły, osy, muchy i inne latające, pełzające zwierzątka, bardziej lub mniej udomowione i dżdżownicę, albo dwie... no i ślimaki bez skorupy, którymi się brzydzę i ich nienawidzę (nawet nie wiecie jak!)... Jako, że jest właścicielem sporej farmy, wyjeżdżając na urlop, czy ogólnie chcąc gdzieś dalej wyruszyć tym swoim koreańskim dyliżansem, musi organizować kogoś do pilnowania inwentarza. Z reguły byłam to ja albo moja sis - Malwa.

Któregoś razu Szeryf Bin Laden znowu zechciał wyruszyć na wędrówkę po Polsce i zostawił swój dobytek pod bacznym okiem moim i Malwy... Długo nie trzeba było czekać jak już szykowało się huczne party... Jak imprezka to i jakieś używki się znalazły, a że barwni są nasi znajomi to i używki były barwne :D ...jak już "pokolorowaliśmy" się trochę, wpadliśmy na super pomysł jak ożywić spokojne śląskie miasteczko, w którym na zgliszczach popegeerowskich, Terrorysta zbudował San Francisco... Nasz Tatko wśród swoich koni, miał kuca szetlandzkiego (Muffin był od niego większy, aż się dziwię, że nigdy go nie zapiął! :))) ) Ustaliłyśmy, że dosiądzie go Malwa, bo jest niższa (ja chcąc na nim pojeździć musiałabym przypiąć wrotki, a tych na ten moment pod ręką nie miałyśmy)... Malwa została przyozdobiona w ponczo i sombrero (własność szeryfa) siadła na oklep na Nelsona i przy akompaniamencie muzyki z telefonu - radosnych przyśpiewek hiszpańskich (a może meksykańskich? jakaś ♫♪la cucaracha♫♪, czy inne "chujwico") wyruszyła na główną ulicę owego sennego miasteczka... Kiedy wkroczyliśmy na główne rondo, przestało być senne... Malwa odziana w kolorowe koce, wyprostowana jak struna sprawdziła się doskonale jako hombre napierdolony tequilą... Na rondzie zrobiliśmy trzy okrążenia, zatamowaliśmy ruch, ale poza trąbieniem i kilkoma głosami świętojebliwych oburzonych miasteczko całkiem miło przyjęło naszą fiestę :) ...
Pewne jest, że my nie zapomnimy naszej eskapady, a tubylcy radosnych przybyszów z Acapulco...


Podsumowanie:
Ilość wypitych wtedy tequili nie do zliczenia
Ilość zjedzonych robaków również nie...

4 komentarze :

  1. Zaraz tam miasteczko. W 1996 odzyskało prawa miejskie, to i nawalony hombre mógł zaskakiwać mieszkańców puebla ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest, ale pod górkę. Za to jakie lody robią tuż koło ronda! I tu cukiernię mam na myśli ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak, wiem wiem... creme brulee i sernik :)

    OdpowiedzUsuń