wtorek, 18 marca 2014

Usta, ustka, usteczka, ustunia...

Zbok poszedł na spotkanie z kolegami, rzekomo w interesach... Niech tak zostanie... w sumie po kilku "sprawdzających" smsach ("tęsknię" i "kocham" i "nie chcę przeszkadzać ale akurat sąsiad zalał mieszkanie", "włożyłam widelec do kontaktu i nie wiem co się stało ale mamy sztuczne ognie w kuchni" i tak dalej, odpowiedź następowała w miarę szybko i bezbłędnie, więc pozostaję przy domniemaniu niewinności... znaczy jego niewinności :D) Ja własnie przysiadłam do kompa i rzuciła mi się w oczy reklama błyszczyków do ust, czy jakiś innych nabłyszczaczy karoserii... i przypomniałam sobie jak wraz z koleżanką wyprzedziłyśmy chirurgię kosmetyczną oraz modę na posiadanie tzw. dzióbka, który nie pamiętam kto zapoczątkował, ale zapanował wśród celebrytek, ale i gawiedzi i niczym robotnicy z solidarności w latach '80 ostatniego wieku poprzedniego tysiąclecia, wyszedł na ulice...
Po którymś z filmów z Angeliną w roli głównej ... no i po kilku kieliszkach wina (wolałyśmy pić z głębszych - bo ręce się mniej męczą) stwierdziłyśmy z koleżanką, że nasze twarzyczki równie pięknie by się prezentowały z takimi słodkimi usteczkami... Nie chciałyśmy oczywiście przesadzać, bo chodziło nam o lekkie wydęcie... Takie subtelne acz widoczne... Nie powiem kto (bo się wstydzę) wpadł na rewelacyjny/rewolucyjny (no nie mogę się kurwa zdecydować!) pomysł!!! Są przecież błyszczyki, pomadki, szminki i inne takie z dodatkiem "czegoś" piekącego, co powoduje lekkie nabrzmienie warg (znaczy tych górnej () i dolnej (), a nie lewej() i prawej() ... chociaż na tych(↔) też mnie korci, żeby wypróbować! ). ...Ale po co wydawać na specyfiki ponad 100 zł skoro można pewnie ten sam efekt uzyskać mniejszym nakładem środków!... Poprzegryzałyśmy usta, zdarłyśmy troszkę naskórka i wprowadziłyśmy w życie szatański plan, którym było nasmarowanie ich papryczką... Te poranione, naciągnięte krwią buźki wylądowały w miseczkach z chilli (po co smarować (?) skoro tak skóra lepiej naciągnie specyfik do środka ... już pomijam, że musiało to debilnie wyglądać dla jakiegoś przypadkowego obserwatora) Po kilku... kilkunastu... kilkudziesięciu (?) minutach owej kąpieli (na silnym znieczuleniu alkoholem)... ↯Efekt piorunujący!!!↯ Angelina czułaby się zawstydzona!... My miałyśmy nie ustka, usteczka tylko WARY (pozwolę sobie zacytować klasyka: "obwisłe niczym rękaw szaty czarodzieja") w dodatku z obszczypaną skórą pod nosem, a że koleżanka jest nosicielem wirusa opryszczki (jak to straszliwie brzmi!!!) ... dostała przy okazji, swego rodzaju turbodoładowanie (nie wiem co to, ale fajnie brzmi :) ) górnej() wary, które sprawiło, że przebiła efekt Angeliny, ba! ...nawet wszystkich tych afrykańskich szamanów, którzy potrafią sobie za wargą takie miseczki nosić! (na Discovery widziałam... Wy też? bo już sama nie wiem, czy przypadkiem mi się to nie śniło)  Tak więc cel został osiągnięty. Efekty były nieco inne od zamierzonych i stanowczo przerosły nasze oczekiwania... Aha... i nie miałyśmy wtedy po lat kilkanaście tylko około trzydziestki. Koleżanka wyglądała niezwykle ponętnie następnego dnia na spotkaniu kierownictwa w swojej firmie... Na pewno jak ją zobaczyli koledzy, to byli tak oczarowani jej widokiem, że papiery i obrady poleciały na bok ... i zrobili jakiś gangbang... ale mi się nie przyznała ... zołza.

Podsumowanie dnia:
Ilość masowań: 2 , żadnego nie pamiętam (podobno spałam... albo Bobby lunatykuje po sąsiadkach!? :)))) )
Ilość moje usta-inne organy Zboka: 1 
Ilość masowań zamierzonych: zależy w jakim stanie wróci Zbok ze spotkania (wyszło 1)
Ilość smsów sprawdzających: kilka... no może kilkanaście:)))) 
Ilość stref czasowych, które Zbok przekroczył idąc na spotkanie? Policzę południki o ile się spóźni :D (wyszły 2 południki!)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz