wtorek, 23 grudnia 2014

Przecież morświny...

Gdybym miała zgubić dzień, gdyby tak wypadło. 
Nagle ptak by w locie zgasł, serce by umarło...

Wydawało nam się, że mamy tyle czasu... Miałam napisać coś śmiesznego, opisywać nasze wspólne fajne życie w trójkę (+ Glutek)... Ale naszego trio (+ Glutek) już nie ma... Nie jestem jeszcze w stanie nic mądrze posklejać, dlatego przytoczę nasze notatki o Mufolu zapisane przez Bobiczka...

wtorek, 16 grudnia 2014

o telefonie mnie siakoś naszło

Dzień dzisiejszy nie jest światowym dniem telekomunikacji (ale to już za pół roku! Nie mogę się doczekać )... jest za to np. Dniem Narodowym w Bahrajnie czy Dniem Zwycięstwa w Bangladeszu ... no i oczywiście Międzynarodowym Dniem urodzin mojego Zboka :) ... ale dzisiaj będzie o łączności, bo o pozostałych z tych czcigodnych świąt nie wiem co napisać... jeszcze (bo np. do imprezy Boba jeszcze parę chwil ).
Za czasów mojej młodości (znaczy tej jednocyfrowej, no max dwu ... ale z 1 na początku )  moi rodzice byli parą uznawaną za bardzo rozrywkową. W czasie organizowanych przez nich imprez, czasami zakrapianych, a czasami jeszcze bardziej zakrapianych, ja miałam do wykonania zadanie narzucone przez starych. Goście zawsze przyprowadzili mi jakieś małe, niepijące towarzystwo do ogarnięcia, a że zazwyczaj byłam najstarsza, to rządziłam niepodzielnie wśród małych gości.

środa, 10 grudnia 2014

poważnie, bo o zwierzątkach

Miało tu nie być o polityce, miało nie być poważnie. Wyjątek! Piszę, bo mogę! To ja tu rządzę! Każdy kto mnie zna, wie doskonale jak bardzo kocham zwierzęta i jak źle znoszę ich cierpienie.
Odżyła sprawa uboju rytualnego. Nie, nie będzie to post o tym, że nie możemy pozwalać na "bestialskie i niehumanitarne mordowanie bydła", bo będzie poniekąd odwrotnie.
Dzisiaj przyglądałam się rozmowie Boba na fejsie pod artykułem dotyczącym tego tematu, a po jego powrocie do domu przeprowadziliśmy, krótką rozmowę na ten temat i miło nam było stwierdzić, że nasze stanowisko jest praktycznie takie samo i nie musieliśmy się kłócić :)

wtorek, 9 grudnia 2014

Mój pierwszy raz na przeglądzie okresowym...

Jeden z wielu moich pierwszych razy... W gabinecie ginekologicznym czuję się już trochę mniej skrępowana ale zawsze jest ten dreszczyk niepewności ;) ... Może gdybyśmy kupili taki rozkraczony fotel do zabawy w doktora to zaczęłabym chodzić do gina z chęcią? Bob mi głupią "rułę" zabronił kupić, a co dopiero taki tron! BTW. na zdjęcie mojej waginy do mojego kamerlika też pozwolenia nie dostałam!!!
No ale wracając do cipkologa. W moim rodzinnym domu seks nigdy nie był tematem tabu. Temperament mojego ojca nie pozwoliłby na wychowanie dwóch córek w błogiej niewiedzy... Jako koneser nie tylko maminej szparki bzykał najoględniej mówiąc wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka, a temat seksu był w naszej rodzinie równie popularny i powszechny, co podboje i nasienie terrorysty w okolicy bliższej i dalszej (podobno widziano je i na Litwie!, ale to TEmat Na KOLejną Opowieść).