wtorek, 9 grudnia 2014

Mój pierwszy raz na przeglądzie okresowym...

Jeden z wielu moich pierwszych razy... W gabinecie ginekologicznym czuję się już trochę mniej skrępowana ale zawsze jest ten dreszczyk niepewności ;) ... Może gdybyśmy kupili taki rozkraczony fotel do zabawy w doktora to zaczęłabym chodzić do gina z chęcią? Bob mi głupią "rułę" zabronił kupić, a co dopiero taki tron! BTW. na zdjęcie mojej waginy do mojego kamerlika też pozwolenia nie dostałam!!!
No ale wracając do cipkologa. W moim rodzinnym domu seks nigdy nie był tematem tabu. Temperament mojego ojca nie pozwoliłby na wychowanie dwóch córek w błogiej niewiedzy... Jako koneser nie tylko maminej szparki bzykał najoględniej mówiąc wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka, a temat seksu był w naszej rodzinie równie popularny i powszechny, co podboje i nasienie terrorysty w okolicy bliższej i dalszej (podobno widziano je i na Litwie!, ale to TEmat Na KOLejną Opowieść).

Osiągnęłam razem z moją szparką już ten "odpowiedni" wiek, a moja mamcia stwierdziła, że pora odwiedzić lekarza specjalistę. Umówiła nas na wizytę w sąsiedniej mieścinie. Wybrałyśmy się wieczorową porą. Przygotowania były szeroko zakrojone... kąpiel, golenie, nawilżanie... wybór bielizny! Tak! Bielizny do cipologa! A co?! Wstydzić się nie miałam zamiaru! W końcu, w furę i po chwili byłyśmy na miejscu. W poczekalni było sporo osób. Klapnęłyśmy na dwóch miejscach przy samych drzwiach do gabinetu. Nadeszła moja pora, wstałam z wypiekami na twarzy i ostrożnym, ale dziarskim krokiem weszłam do gabinetu. Właściwie to wyglądało tak, jakbym przechodziła tam przypadkiem, a gabinet sam niezauważenie przez nikogo wciągnął mnie w swoje odmęty - tak jak w horrorach :)
Po kilku kurtuazyjnych uprzejmościach oraz wywiadzie, "co Cię dziecko sprowadza?", itd. "Się rozbierze i położy!". Pan Szanowny doktor (ś.p. już [*] ) nawet nie zwrócił uwagi na to jakie cudne i modne gacie specjalnie dla niego wybrałam. Kiedy już się rozkraczyłam z niewiarygodnie dla mnie wówczas uniesionymi nogami, dosyć szorstkim tonem Pan dr Szanowny (ś.p. [*] )  rzucił: "Rozluźni się!"
Spąsowiałam, drgnęłam i wtedy cały mój stres przygotowań do mojej pierwszej cipologicznej przygody sparaliżował mnie już dokumentnie całą! ... Znaczy prawie! Na nieszczęście... prawie... Nie zdążył sparaliżować mi buzi, która wyrwała się z ryz i wykrzyczała tak, że Panu dr Szanownemu (ś.p. [*] ) o mało bębenków nie rozwaliło: "Ciekawe, gdybym Panu wsadziła rękę do dupy, to jak bardzo by się pan rozluźnił?!" (właściwie, to ja wtedy nie użyłam spacji między wyrazami).
Szanowny (ś.p. [*]) tylko się lekko uśmiechnął, reszta poszła szybko i sprawnie i bezboleśnie i profesjonalnie, no i zajebiście po prostu... Z grzeczną minką panienki z dobrego domu wyszłam i podeszłam do mamy, która pod moją nieobecność zmieniła miejsce oczekiwania na możliwie najbliższe drzwi wyjściowych. Myślałam, że gorzej się poczuła czy coś, bo nabrała koloru jak stara stówa z Waryńskim. Dreszcz mi przeleciał po plecach, rozejrzałam się, a w koło wszystkie zgromadzone Panie wodząc błędnym wzrokiem po ścianach trzęsły się z trudem utrzymując powagę, inne uśmiechały się dyskretnie (w niektórych przypadkach pod beretem... inne pod wąsem :D)
Moja mama zebrała się migiem z krzesła zarzuciła mi kurtkę na garba i krótko wysyczała: szybko! lecimy!... W aucie okazało się, że mojej krótkiej rozmowie z Panem dr Szanownym (ś.p. [*] ) nie było dane pozostać objętą tajemnicą lekarską, gdyż albowiem wywrzeszczałam to tak, że słychać mnie było w sąsiednim powiecie.


P.S. prezencik dostałam dziś w nocy... obudziło mnie coś ciepłego, leniwie pocierającego moją pisię, przyjęłam to należycie ciepło... i mokro ...

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz