wtorek, 16 grudnia 2014

o telefonie mnie siakoś naszło

Dzień dzisiejszy nie jest światowym dniem telekomunikacji (ale to już za pół roku! Nie mogę się doczekać )... jest za to np. Dniem Narodowym w Bahrajnie czy Dniem Zwycięstwa w Bangladeszu ... no i oczywiście Międzynarodowym Dniem urodzin mojego Zboka :) ... ale dzisiaj będzie o łączności, bo o pozostałych z tych czcigodnych świąt nie wiem co napisać... jeszcze (bo np. do imprezy Boba jeszcze parę chwil ).
Za czasów mojej młodości (znaczy tej jednocyfrowej, no max dwu ... ale z 1 na początku )  moi rodzice byli parą uznawaną za bardzo rozrywkową. W czasie organizowanych przez nich imprez, czasami zakrapianych, a czasami jeszcze bardziej zakrapianych, ja miałam do wykonania zadanie narzucone przez starych. Goście zawsze przyprowadzili mi jakieś małe, niepijące towarzystwo do ogarnięcia, a że zazwyczaj byłam najstarsza, to rządziłam niepodzielnie wśród małych gości.
Kiedy już znudziły nam się wszystkie możliwe zabawy, tj. chowanego, berki, berki kucane, klasy, guma i inne podwórkowe, a nawet odmiany mieszkaniowe i poczciwe oglądanie zizola, dobrą opcją na nudę, gdy za oknem ciemno, była zabawa telefonem (dodam - bardzo porządny sprzęcik z sekretarką - dostaliśmy od familii z zachodu czy jakoś tak).
Ach!... i tu wyjaśnię - kiedyś dla telefonicznych anarchistów był prawdziwy raj na ziemi, żadnych numerów zastrzeżonych, żadnych identyfikacji, bilingów i innych wkurwiających wynalazków. Hulaj dusza! Wszyscy dorośli zajęci sobą, nie zwracali uwagi na pociechy pod opieką tej słodkiej i (w domyśle)  odpowiedzialnej Olci!!! Bardzo często, gdy w domu był nadmiar dzieciarni nadchodził ten moment kiedy ze znudzona miną, udając, że absolutnie się nic nie dzieje, eskadra poszukiwaczy przygód wyruszała do pokoju gdzie stał złoty graal każdego smarkacza... cudo ówczesnej techniki - właściwie nie złoty, a czarny i błyszczący... zamykam oczy i niczym śmieszny pan w okularach spawacza prowadzący totolotka wykręcam losowo wybrany numer, chwila oczekiwania i ktoś po drugiej stronie zaspanym głosem: "halo?" Olcia, albo któryś kolejny gównozjad imitowanym, poważnym tonem: "dzień dobry! zakładamy klub nocników! Proszę przyjść jutro z dupą do przymiarki...". buahahaha, a właściwie buihihihi na całej kondygnacji... wiem, wiem, każdy z mojej grupy wiekowej ma podobne zabawy za sobą, ale musiałam to zapisać, żeby zostawić po nich wspomnienie dla potomnych :)
Inna telekomunikacyjna zabawa, której pewnie "gimby nie znajo" albo "majo premiumy zablokowane" to teletombole i audiotele różnorakie. Zabawy polegały na dzwonieniu na numer 0700 i wygrywaniu auta, telewizora, atrakcyjnej wycieczki do kopalni w Wieliczce. Nas (mnie i Malwę)  też to przekleństwo hazardu dopadło. Dzidziucha nawet bardziej, bo to ona była inicjatorem i głównym wykonawcą. Pewnego uroczego dnia mamcia wraca wcześniej do domu, bo nie mogła się dodzwonić, gdyż/ponieważ od około trzech godzin było zajęte. Zdenerwowana Ewka weszła cichaczem, głowa pełna makabrycznych wizji. W domu przeważa cisza, tylko jakaś muzyczka w tle dobiegająca z pokoju z telefonem, a przy nim jej urocze córeczki siedzą i wydzwaniają na telelinię i z wypiekami na twarzy, obłędem w oczach próbują wygrać mamusi śliczne czinkłeczento :D No i prawie wygrałyśmy! Nagrodą pocieszenia zaraz po otrzymaniu rachunku, był masaż i ujędrnienie pasem naszych małych dup.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz