wtorek, 18 marca 2014

Usta, ustka, usteczka, ustunia...

Zbok poszedł na spotkanie z kolegami, rzekomo w interesach... Niech tak zostanie... w sumie po kilku "sprawdzających" smsach ("tęsknię" i "kocham" i "nie chcę przeszkadzać ale akurat sąsiad zalał mieszkanie", "włożyłam widelec do kontaktu i nie wiem co się stało ale mamy sztuczne ognie w kuchni" i tak dalej, odpowiedź następowała w miarę szybko i bezbłędnie, więc pozostaję przy domniemaniu niewinności... znaczy jego niewinności :D) Ja własnie przysiadłam do kompa i rzuciła mi się w oczy reklama błyszczyków do ust, czy jakiś innych nabłyszczaczy karoserii... i przypomniałam sobie jak wraz z koleżanką wyprzedziłyśmy chirurgię kosmetyczną oraz modę na posiadanie tzw. dzióbka, który nie pamiętam kto zapoczątkował, ale zapanował wśród celebrytek, ale i gawiedzi i niczym robotnicy z solidarności w latach '80 ostatniego wieku poprzedniego tysiąclecia, wyszedł na ulice...