niedziela, 22 lutego 2015

Pierwszy tydzień z Rollo (dni 3-9)

Nadszedł poniedziałek i wyjścia po Robaka do pracy... krótko mówiąc i dłużej pisząc jest superancko! Metoda wyczytana w książce o tresurze zwierząt naprawdę działa! Mega postępy w chodzeniu na smyczy, opanowaniu ciągnięcia (mrrr... ). Ponad siedmiokilometrowy spacer był przyjemnością i niepotrzebnie się bałam niespodzianek. We wtorek i kolejne dni już było tylko lepiej. Pomimo obaw pani Oli ze schroniska, Rollo naprawdę elegancko zachowuje się na linewce. Odważę się nawet powiedzieć, że zaczyna równać! Ale żeby nie było, że tylko same ochy i achy to wszystko jest zajedwabiście do momentu wejścia do parku przy którym pracuje Zbok. Wtedy ja wyglądam jakbym była inspektorem gadżetem, który ma nad wyraz długie ramię, a Rollo astmę. Gdybym jakimś zbiegiem okoliczności, musiała nieść na plecach latawiec, to wiem, że ten park muszę omijać szerokim łukiem, bo będzie to mój pierwszy krok w paralotniarstwie.


Nasz sierściuch jest zakochany w swojej tojocie i jest ona jedną z tych nielicznych rzeczy, których na pewno nie chce pogryźć, zjeść lub obślinić. Właściwie to obawiamy się jedynie o lakier na tylnych drzwiach, bo to małe bydlę wskakuje na nie i drapie jakby próbował sobie otworzyć. Ale to nic nieznaczący szczegół, bo jeszcze nie naprawiliśmy zderzaka po piątku trzynastego, więc może da się to załatwić za jednym zamachem :) (Pozdrowionka Jaroslav).
Pewnego wieczoru pojechaliśmy do Pani Cioci i Pani Babci i Pana Wujka w odwiedziny i chcąc nie chcąc musieliśmy zostawić naszego bydlaczka w autku. Wracaliśmy pełni obaw czy tapicerka do naprawy w całości, czy tylko fragmenty. Bydlątko grzecznie pilnowało fury i okazało się, że nie gryzie absolutnie nic. W drodze powrotnej ze szczęścia zagryzł tylko następną świnkę, ale tego się można było spodziewać, bo faktycznie delikatna ta wieprzowinka była (taka brązowa, jak ją znajdę, to cyknę foto). W międzyczasie Rollosław zdążył też zjeść kabel do ładowania Zbokowego telefonu, zasilacz do komputera dziewczyny Maćka (kuzyna Boba), siedmioletnią piszczałkę (kość), która przeżyła Pitulę Terrorysty oraz Muffinka. Nie dała rady huraganowi żyletek w pysku Rollo :D. Ponadto 5 par różowych skarpet. Udało nam się póki co uratować papcie Bobiczka... ale myślę, że jeszcze o nich napiszę :).
Prawy jechał na Rollo
W niedzielę wyruszyliśmy na podbój naszego uniwersum! Zaczęliśmy OSTRO! ...od Kłodawy i okolic czyli siedemnastokilometrowejbezkilkumetrów-czterogodzinnejeskapadyyyyyyy. Wyruszyliśmy trochę za późno, bo jak wracaliśmy już było ciemno. Baliśmy się, że w połowie drogi psiak będzie strajkował, ale szedł dzielnie, a to ja już pod koniec myślałam, że mnie będą ciągnąć. Wytrwałam bohatersko! Chyba trzeba się z bieżnią i regularnymi treningami przeprosić! Po sprawdzeniu zegarka Zboka, który zawiesiliśmy na Rollo, aby sprawdzić ile nadrabia biegając swoimi "skrótami" okazało się, że nie nadkłada jakoś specjalnie dużo i bardzo ładnie nas pilnuje, ale to było na smyczy. Kiedy nauczymy go ładnie równać, powtórzymy eksperyment. Ja uczę go komendy "równaj", a Bob "prawa" i psiaczek zaczyna już mniej więcej łapać o co chodzi, nawet czasem zdarzy mu się prawidłowo obejść z tyłu :)
Jeszcze ciężko mi stwierdzić czy jest bardziej zadowolony z nowej karmy (zamieniliśmy chrupki na mięsną), bo jest tak przepadzity, że nawet banany wcina gdy uda mu się jakiegoś dopaść :)

Podsumowanie:
liczba dni razem: <10
liczba dłuższych spacerów: około 15
liczba zjedzonych psich smakołyków: taaaaaaaaaaaaaaaaaaak dużo
liczba poznanych ludzi: 6
liczba poznanych kotów: 1
liczba prób pogryzienia skarpetek: 5 (wszystkie udane)
liczba prób kradzieży z konsumpcją mojego klapka: 3, ostatnia udana
liczba prób szczypania nas: całe mnóstwo
liczba zdjęć i postów na fejsbuku: dużo! :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz